Przez rozdawnictwo do prezydentury?Wpis dokonany 05 sierpnia 2008 r. o godz. 18:13:21 w kategoriach: Polityka, Wszystkie |
Uczniowie klas I-III oraz "zerówek", pochodzący z rodzin ubogich, będą mieli w zbliżającym się roku szkolnym dofinansowany zakup podręczników szkolnych - zdecydował rząd.
No tak, najpierw laptopy dla wszystkich gimnazjalistów, teraz to... "Liberał" Tusk nie zawaha się przed poświęceniem jakiejkolwiek kwoty z naszych podatków dla utrzymania popularności i przybliżenia się do realizacji marzeń o prezydenturze. Posługuje się przy tym najprymitywniejszą metodą socjalistów: rozdawnictwem. Grupa osób mająca dzieci lub wnuki jest spora, a każdy gest w stronę malusińskich za serce chwyta...
Ile jeszcze zapłacimy za realizację politycznych ambicji Tuska?
±
Autor strony nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych poniżej, aczkolwiek zastrzega sobie prawo do ich usuwania lub modyfikowania, gdy uzna to za stosowne.
Szczególnie tępione będą wpisy o treści niezgodnej z tematem, napisane w sposób urągający normom logiki lub ortografii, zawierające treści obraźliwe lub stojące w sprzeczności z dobrymi obyczajami.
Komentarze do wpisu "Przez rozdawnictwo do prezydentury?":
1.
Jiobel napisał(a):
05 sierpnia 2008, 18:22:23
Nie od dziś wiadomo, że rozwój dziecka w klasach 1-3 szkoły podstawowej warunkuje dalsze sukcesy / porażki w ciągu kształcenia. Co jest złego w dofinansowaniu rodziców, którzy muszą wydać niemałą sumę na podręczniki? Albo inaczej zadam pytanie – czy chodzi o to, że zrobił to ten osobnik, a nie inny (czyt: upodobania polityczne)?
Poza tym – takie dofinansowania istnieją już jakiś czas (przez cały swój cykl kształcenia mogłem zgłosić się w razie potrzeby do dyrektora, by ten pomógł mi zdobyć odpowiednie książki) a cały ciężar ich pokrycia spoczywał na szkole.
2.
kubarek napisał(a):
05 sierpnia 2008, 18:41:05
Problem leży w tym, że przez takie „dofinansowywania” rodzicom zabierane jest sporo pieniędzy – podatki.
Już by sami sobie kupili, no ale nie ma kasy, po państwo sobie „wzięło”.
A poza tym to szkodliwe jest i wyrabia u ludzi przekonanie, że lepiej być biednym, bo się coś od państwa dostanie. Po co więcej zarabiać, skoro i tak dostanę cokolwiek ?
3.
John Cooper napisał(a):
05 sierpnia 2008, 18:43:28
Ja nic nie zapłacę, jestem bezrobotny i się jeszcze uczę.
Trzeba sobie trochę nabić punktów procentowych, bo te ponad 50 to mało.
4.
Marcin Łuniewski napisał(a):
05 sierpnia 2008, 19:16:06
Doszukiwanie się kampanii prezydenckiej w tym co realizuje praktycznie każdy kolejny rząd zakrawa na manię prześladowczą lub jej podobne.
5.
thot22003 napisał(a):
05 sierpnia 2008, 19:52:26
za „moich” czasow podreczniki sie kupowalo od starszych kolegow albo w bibliotece i nie bylo problemu ;) na studiach robilismy ksera :P
6.
jbg napisał(a):
05 sierpnia 2008, 20:01:43
@thot22003
Powinieneś zobaczyć, że obecne podręczniki nauczania zintegrowanego w większości składają się z ćwiczeń i zadań rozwiązywanych bezpośrednio w podręczniku, co sprawia, że stają się one bezużyteczne dla kolejnych osób.
7.
thot22003 napisał(a):
05 sierpnia 2008, 20:03:30
to tak jak podreczniki do nauki jezyka obcego. tylko ze u nas niektorzy lektorzy mowili, zeby nie bazgrac po nich tylko pisac w zeszycie albo na kartce ;) wlasnie po to by potem kolejny rocznik mogl kupic :)
8.
Aeth Rhiannios napisał(a):
05 sierpnia 2008, 20:17:23
Pomysł poroniony, trzeba przyznać. Jak pisał thot22003, można by zorganizować zakup podręczników przez szkołę i to by rozwiązywało problem. A nie w ten sposób, że dawano by pieniądze na książki do prywatnego użytku. Tylko, że wtedy trzeba by zmniejszyć rotacyjność podręczników.
Jest jeszcze inna droga oszczędzania, stosowana w Norwegii/Szwecji (nie jestem pewien). Tam po prostu wydaje się podręczniki na niskiej jakości papierze, bez zbędnych ilustracji i ćwiczeń, z użyciem jednego atramentu, czyli czarnego i ich ewentualne niedomagania uzupełnia nauczyciel. I to byłaby duża redukcja wydatków, nie trzeba by wtedy wydawać tylu państowych albo własnych pieniędzy.
Poza tym można połączyć oba rozwiązania.
9.
jbg napisał(a):
05 sierpnia 2008, 20:23:03
@Aeth Rhiannios
Pamiętaj, że rozmawiamy o dzieciach z klas I-III, szczerze będą zadowolone z podręczników na niskiej jakości papierze, bez zbędnych ilustracji. To ma ich zachęcać do pierwszych kroków, pobudzać wyobraźnię. Dobrze, że Ty skorzystałeś z kolorowych.
A tak na marginesie, drobna uwaga. To co za rządów PiS przez lsr uznane zostałoby za doskonałą realizację planów „Solidarnego Państwa”, za rządów PO-PSL nazywane jest rozdawnictwem.
Czuj czuj czuwaj druhowie.
10.
thot22003 napisał(a):
05 sierpnia 2008, 20:27:26
a jakie kiedys byly ksiazki? ja w szkole podstawowej mialam wlasnie taka do nauki jezyka obcego. papier mozna powiedziec „z odzysku”, calosc czarno-biała, rysunek linearny.
mozna wydac ksiazke ktora jest jednokolorowa, pod warunkiem, ze zrobi to ktos, kto sie na tym zna. tak, aby i strona graficzna i egukacyjna ze soba wspolgraly.
a rodzice tez moga zachecic dziecko do korzystania z takiej ksiazki. proste: kupimy taka ksiazeczke i bedziemy mieli na nowy samochodzik albo spodenki.
11.
Jiobel napisał(a):
05 sierpnia 2008, 20:30:43
Myślę thot22003, że w rodzinach których dochód na osobę nie przekracza 351 zł myśli się innymi kategoriami – jak nie kupimy spodenek, czy samochodzika to będziesz mieć podręcznik do języka polskiego. Poza tym wybacz, ale czasy się zmieniają. To, co „za Twoich czasów” było fajne i właściwe, dziś już przez ogół za takie uznane wcale być nie musi.
12.
Haku napisał(a):
05 sierpnia 2008, 20:32:17
Ale też nie przesadzajmy – jak dziecko nie dostanie podręcznika na kredowym papierze to jego rozwój nie zostanie zachwiany, prawda?
13.
thot22003 napisał(a):
05 sierpnia 2008, 20:33:20
to byl przyklad ;)
a czy to fajne bylo to powiem ze nie dlatego ze nie myslalo sie kiedys takimi kategoriami. a z drugiej strony – mozna stworzyc ciekawa ksiazke, ale niech to zrobia specjalisci. ja bym chetnie taka ksiazke zaprojektowala :)
14.
Jiobel napisał(a):
05 sierpnia 2008, 20:36:14
A jesteś specjalistką?
Haku – mówimy o 6-9 latkach.
15.
MacBury napisał(a):
05 sierpnia 2008, 20:36:17
Nie można zrobić tak:
Książki kupują szkoły. Następnie każdy uczeń może wyporzyczyć daną książkę na cały rok za odpowiednią kwotę(np. 10zł).Po upływie roku oddaje książkę szkole(jeśli będzie bardzo zniszczona musi ją odkupić) Z tych kwot można było by po ok. dwóch latach kupić nowsze wydanie(o ile było by to potrzebne).
16.
thot22003 napisał(a):
05 sierpnia 2008, 20:38:14
z zawodu? :D mozna powiedziec ze tak :D al tak jak do kazdego zagadnienia i na ten temat porzebne sa badania zanim sie cokolwiek zrobi ;)
17.
Haku napisał(a):
05 sierpnia 2008, 20:39:58
Jiobel – no i? Nie mówię, że podręczniki mają być drukowane na papierze toaletowym i być wyłącznie czarno białe ale można skutecznie ograniczyć ich koszty przez rezygnację z takich „bajerów” jak kredowy papier czy naklejki (miałem taki podręcznik do przyrody w 2 czy 3 klasie).
18.
lsr napisał(a):
05 sierpnia 2008, 20:43:55
> A tak na marginesie, drobna uwaga. To co za rządów PiS przez lsr uznane zostałoby za doskonałą realizację planów „Solidarnego Państwa”, za rządów PO-PSL nazywane jest rozdawnictwem.
Przypuszczenia, i to błędne. Nigdy bym nie poparł takiego pomysłu. Ale skoro czynisz mi taki zarzut, to proszę, wskaż, kiedy i gdzie opowiadałem się za socjalistyczną ideą solidarnego państwa?
Co złego jest w dofinansowaniu? To, że takie rozwiązania demoralizują obywateli, o czym już wspomniał ktoś z przedmówców.
Ja uważam, że państwo powinno pobierać minimalne podatki i przeznaczać je na cele publiczne, a nie społeczne. Pomocą społeczną niech się zajmują fundacje i inne tego rodzaju ciała. Tak według mnie powinno być w normalnym państwie. W związku z powyższym niezależnie od autora takiego pomysłu nigdy nie uznam za normalne rozwiązanie.
Pomysł Tuska jest z tej samej kategorii, co populistyczno-socjalistyczny pomysł Obamy o rozdawaniu ubogim Amerykanom bonów paliwowych.
19.
Hubert napisał(a):
05 sierpnia 2008, 21:02:07
Daje kase – zle, bo rozrzutny.
Nie dalby kasy – zle, bo nieczuly na problemy zwyklych ludzi.
Cokolwiek zrobi i tak ktos bedzie go krytykowal.
20.
Feanor napisał(a):
06 sierpnia 2008, 19:51:49
Lepsza taka krytyka od krytyki jaka najczęściej spotyka PiS i prezydenta – „Kaczyński jest brzydki, ma włosy w nosie, ma brzydką żonę, jest niski”, etc.:)
Według mnie po prostu powinno się zmienić system szkolnictwa. Już ja znam te podręczniki. Kupuje się, a później połowa nie otwarta nawet, sporo otwieranych raz na ruski rok, a nauczyciele i tak przynoszą tysiące „kserówek”, bo w podręczniku nie ma czegoś... A jak widzę pomysły w stylu ćwiczeniówka + podręcznik + atlas, itp. to mnie po prostu trafia;/ Oj przydało by się tu trochę open source’owego ducha:)
21.
Hoppke napisał(a):
07 sierpnia 2008, 12:49:13
Myślę, że dobry byłby system który pamiętam jeszcze ze swoich początków edukacji. Czyli książki „przechodnie”, przekazywane po ukończeniu klasy młodszym uczniom. Jak MacBury mówi.
Problem w tym, że obecnie podręczniki są dość często zmieniane co rok-dwa, przez co każdy kolejny rocznik potrzebuje „nowej wersji” książki i nie ma mowy o przekazywaniu.
lsr, a gdzie pociągniesz granicę między „cel publiczny” a „cel społeczny”? Inaczej: czy finansowanie przez państwo edukacji (ot, darmowe podstawówki) to cel publiczny, czy społeczny? I czym finansowanie podstawówki różni się od finansowania podręczników w tejże podstawówce?
A co z „bezpłatnymi” studiami? A rozdawnictwo w postaci stypendiów naukowych/socjalnych? A państwowa służba zdrowia demoralizująca obywateli? (jak kogoś nie stać na leczenie, to niech prosi o pomoc fundacje czy inne caritasy…).
22.
lsr napisał(a):
10 sierpnia 2008, 02:18:58
@ Hoppke
Cele publiczne to przede wszystkim bezpieczeństwo i infrastruktura. Finansowanie przez państwo edukacji niestety w znacznej mierze wpływa na obywateli demoralizująco – im wyższy szczebel edukacji, tym większy ów wpływ. Ale kwestię tę poruszę kiedy indziej.
Natomiast systemy przejmowania podręczników po starszych rocznikach raczej się nie sprawdzą. Kiedyś był jeden, jedynie słuszny podręcznik, teraz jest ich większa liczba. Giertych wprowadził w tym zakresie pewne ograniczenia, ale zdaje mi się, że jakoś niedawno zostały zniesione.
Niezależnie od wszystkiego, dobrze by było, żeby obywatele wreszcie nauczyli się, że trzeba zapracować na utrzymanie rodziny, a nie czekać, aż państwo da.
23.
Hoppke napisał(a):
10 sierpnia 2008, 02:20:45
No proszę, to mamy bardzo podobne zdanie — w kwestii gospodarczo-finansowej pewnie nam najbliżej do korwinistów?
24.
lsr napisał(a):
10 sierpnia 2008, 02:29:00
@ Hoppke
Myślę, że tak. Aczkolwiek w pewnych sprawach mam wątpliwości. Temu mam zamiar poświęcić kilka wpisów w najbliższym (bardzo umowne pojęcie…) czasie.
Dodaj komentarz: